Mc Solaar — Prose Combat
Wiadukt kolejowy Luchtsingel Rotterdam, godzina 22:00. Ciepły wiosenny powiew uderza w twarz mieszając się z zapachem przegrzanych zacisków wagonów pasażerskich. Czasem trafi się towarowy, który stanowi swego rodzaju nagrodę za wytrwałość w obserwacjach. W końcu pojawia się nie rzeczony towarowy, a trzech pacjentów, którzy nie przyszli poszukiwać uroku w holenderskich kolejach. W toku wesołej rozmowy pojawia się standardowy motyw wtorkowej nocy - gdzie posłuchać dziś muzyki? “Posiedźmy chwile, pogadamy, pomyślimy, noc jest jeszcze młoda”. Magiczny moment nadszedł szybciej niż mogliby się tego spodziewać. Na barierce wiaduktu zaraz pojawia się telefon i ze zmęczonych głośników pojawiają się pierwsze dźwięki utworu “Aubade”. Pacjenci wsiedli do pociągu z biletem w jedną stronę. Z kanału nadawczego zamiast komunikatów o stacjach usłyszą francuski epos o ulicach, a w roli narratora, reżysera i konduktora wystąpi monsieur MC Solaar.
Prose combat z roku 1994 to album z prawdziwą hiphopową duszą. Poczynione wcześniej nawiązania do podróży nie są niczym nad wyraz. Każdy utwór to następna stacja w trasie po pięknym, zmęczonym, wielkim i nieokiełznanym Paryżu. Bez warstwy lirycznej, ta płyta obroniłaby się jako eksperymentalny krążek jazzowy. Jednak, mimo obiektywnie wysokiej bariery językowej, to emocja i barwa głosu Solaara jest kluczem do całej tej układanki. Budowa języka francuskiego pozwala na wiele zabawy w kontekście flow. Solaar wykorzystuje to do perfekcji. W najmniej spodziewanych momentach przyspiesza swoją dykcję zaskakując słuchacza techniką, żeby zaraz, w odpowiednim czasie, spowolnić opowieść przykuwając uwagę słuchacza. To tutaj oddaje on pierwszeństwo bitom, które przedstawiają nam się wtedy w pełnej krasie, często połamane szybkimi skreczami. Jazz? Boombap? Skrecz? To jest mieszanka wybuchowa.
Solaar daje swoim piosenkom wybrzmieć. Odpowiednio długie wstępy i zakończenia tworzą w każdym utworze swoją własną historię. W szczególności, na uwagę zasługują dwa kawałki: “Nouvelle Western” oraz “La concubine de l’hémoglobine”. Do nagrania tego pierwszego został użyty legendarny utwór “Bonnie and Clyde” w wykonaniu Serge’a Gainsbourga i Brigitte Bardot.
[yt: 3IIA65HPlZ0]]
Czuć w nim bieg pościgu za legendarnymi kochankami, którzy siali spustoszenie w małych miasteczkach USA. Solaar niczym śmiercionośny Smith & Wesson strzela w nas kolejnymi rymami. Ta analoga ma swoje źródło w drugim z powyższych utworów. Z porozu najspokojniejszy trak na całej płycie, w warstwie lirycznej jest najbardziej dobitny: „…mikrofon stał się moją zbroją bojową… mój “Solaarsenał” jest wyposażony w werbalne kule…”.Porównuje on swój mikrofon do zbroi i ostrzega słuchaczy przed zapasem swoich słownych pocisków.
MC Solaar to marka. Niewielu raperów starego kontynentu może pochwalić się takim pomnikiem jaki postawił. Niewielu raperów z tego zakątku hiphopu zostało zaproszonych przez samego Guru, żeby dograć się do kawałka. Niewielu raperom na świecie udało się skraść show w utworze z Guru.