PIOSENKA TYGODNIAEABS — „The Lady with the Golden Stockings (The Golden Lady)”[poprzednie piosenki tygodnia]
← powrót do strony głównej

Potknąłem się o świadomość

Notka z poprzedniej soboty

[ENG below]

Na co dzień nie pamiętam o tym, że istnieję. To znaczy, specjalnie tego unikam. Taki mechanizm obronny, żeby nie musieć uginać się pod ciężarem świadomości jak idę po chodniku. Już wystarczy mi bagaż narzucany przez pojebów wszechobecnych. Mogę chociaż unikać tego, który narzucałbym sam sobie. W wybiórczym życiu pomagają smoczki (ang. pacifiers). Alkohol, sport, infinite scroll. Nie jestem wybredny. Przyjmę wszystko co pozwoli mi uciec. Czasem też wpierdalam się w nowe relację w pogoni za tym samym. Skupiam się na kimś do tego stopnia że zapominam o własnym człowieczeństwie.

Znowu zaskakuje mnie znajome uczucie przebudzenia. Klasycznie, jadę tramwajem, skupiam się na jakimś szczególe, odblokowują się drzwiczki i nagle zdaję sobie sprawę, że żyję. Całość memento mori, vanitas i carpe diem spierdala się na moją świadomość wraz z opasłym ciężarem istnienia. Po prostu egzystencja, wszystko zostało już wymyślone, czytaj Sartre’a. 

Różne rzeczy mnie wybudzają. Czasem zapatrzę się na chmurę przypominającą znajomy kształt, innym razem potknę się o krawężnik, na którym kiedyś zginąłem. Najczęściej przebudzam się jak wrócę w jakieś miejsce, którego nie odwiedziłem od dawna. Połączenie między teraz a kiedyś z fizycznym elementem (dziura po kuli w kamiennicy, kapsel po ulubionym piwie) ma potężny potencjał wrzucić mnie w sidła. Gubię się wtedy w rzadko szytej sieci wspomnień. Przelatuję przez oczka, wplątuję się w nitki, umyka mi poczucie czasu.

W każdym razie, jadę tym tramwajem. Odwiedzam miasto, w którym kiedyś mieszkałem. Między blokami za oknem ustawione szeregi wspomnień. Nie sposób przejść obojętnie. W całości zawirowania uciekło mi gdzie jadę i po co. Z braku lepszej alternatywy wysiadam. 

Z drugiej strony ulicy wspomnienia mrugają do mnie powabnie. Przechodzę przez pasy i wrzucam się w znane zaułki. Tędy chodziłem, tak. Tu mnie kiedyś przyjebała policja, ha! Jak paliłem pety jako małolat. 

Parę kroków dalej nawiedza mnie moja była.  Nie widzieliśmy się parę ładnych lat. Ostatnio jak…

  • Ty znowu w Polsce? - przerywa moją myśl.

Żuje gumę z otwartymi ustami, duże kolczyki podkreślają jej przesadny makijaż. Świeżo utlenione włosy ma spięte w kucyk a piersi wyskakują z tanktopu. Nigdy nie wyglądała lepiej. Odpowiadam skinieniem głowy. Mierzy mnie od stóp do głów, przewraca oczami.

  • Nie dziwię się. Zawsze myślałam, że ci się nie uda na tym zachodzie - spluwa mi pod nogi i odchodzi bezwładnie poruszając tymi biodrami. 

Klik klak, prawa, lewa, prawa. Byłem dla niej dupkiem, trudno ukryć. Patrzę tęsknym wzrokiem a dystans między nami znów rośnie. Waham się przez moment czy rzucić za nią parę słów. Dochodzę do wniosku, że lepiej nie krzyczeć za wspomnieniami.

Mijając śmietnik, spod którego tyle lat odbierałem temat na dobre poddaję się wspomnieniom. Zakładam słuchawki, Paint it Black Stonesów. Tonę w rytmie. Myśli mieszają się z drganiem strun sitary. Krok mięknie, granica między mną a chodnikiem się zaciera. Zatapiam się w tkankę miasta.

***********************

Przebłysk, bar Agawa. Czwarte piwo z ziomkami. Dookoła śmiech i niepoprawne żarty. W tle leci mecz Lecha. Całe szczęście znów udało mi się uciec przed świadomością.

Może jutro zdobędę wystarczająco odwagi żeby zmierzyć się z tym co przeszło mimochodem.


///ENG///


I stumbled over the concept of consciousness.


On a day-to-day basis, I don’t remember that I exist. Actually, I go out of my way to avoid it. It’s a defence mechanism, so I don’t have to buckle under the weight of self-awareness as I walk about. I’ve got enough baggage already, imposed on me by the ubiquitous idiots. I can at least avoid the kind I’d impose on myself. Pacifiers help in this selective existence. Alcohol, sport, infinite scroll. I’m not fussy. I’ll take anything that lets me escape. Sometimes I also throw myself into new relationships in pursuit of the same thing. I focus on someone to such an extent that I forget my own humanity.

That familiar feeling of becoming self-aware again. The usual: I’m on the tram, focused on some detail, some backdoor in my mind unlock, and suddenly I realise I’m alive. The whole memento mori, vanitas and carpe diem thing crashes into my consciousness along with the mountainous weight of existence; everything’s already been written – read Sartre.

All sorts of things lead to this. Sometimes I’ll stare at a cloud that resembles a familiar shape; other times I’ll stumble over a kerb where I once died. Most often, I “wake up” when I return to a place I haven’t visited for a long time. The connection between the present and the past, combined with a physical element (a bullet hole in an altbau, a bottle cap from my favourite beer), has the power to trap me. I then get lost in a sparsely woven web of memories. I flit through the meshes, become entangled in the threads, and lose all sense of time.

In any case, I’m riding this tram. I’m visiting the city where I used to live. Between the blocks of flats outside the window, rows of memories are lined up. It’s impossible to pass by indifferently. In the midst of all this turmoil, I’ve lost track of where I’m going and why. For want of a better alternative, I get off.

Across the street, memories wink at me alluringly, one of the whistles. I cross the road and throw myself into familiar backstreets. I used to walk this way, yes. This is where the police once caught me out, ha! Back when I was smoking fags as a teenager.

A few steps further on, my ex decides to materialize.

‘You’re back in Poland, again?’ she asks.

She’s chewing gum with her mouth open; her large earrings distract from her over-the-top make-up. Her freshly bleached hair is tied back in a ponytail and her breasts are spilling out of her vest top. She’s never looked better. I reply with a nod. She sizes me up from head to toe and rolls her eyes.

‘I’m not surprised. I always thought you wouldn’t make it out West,’ she spits at my feet and walks away, her hips swaying listlessly.

Click-clack, right, left, right. I was a right arse to her; there’s no hiding that. I watch her with a wistful gaze as the distance between us grows once more. I hesitate for a moment, wondering whether to call out a few words after her. I come to the conclusion that it’s better not to shout after memories.

Passing the bin from under which I’d picked up so many drugs over the years, I give in to my memories for good. I put on my headphones: ‘Paint It Black’ by the Stones. I sink into the rhythm. My thoughts mingle with the vibrating guitar strings. My step softens; the boundary between me and the pavement blurs. I sink into the fabric of the city.

***********************

My fourth beer has come, surrounded by friends. A flash from Krom. Thankfully! I’ve managed to escape from reality once again.

Perhaps tomorrow I’ll find enough courage to face all that slipped by unnoticed.