PIOSENKA TYGODNIADJ Screw, Lil Keke, Papa Rue — „DIAMONDS & PEARLS”[poprzednie piosenki tygodnia]
← powrót do strony głównej

Klisza z Heideglühen

Znajoma fotografia wspomnienia z wczorajszej nocy; krótkie opowiadanie

Czarna, przewrotna maź otoczona porcelanowymi murami. Pulsuje, oświadczenie przeszłego ruchu. Zbliżam twarz do tej tafli lustra po przejściach. Jedna z fal przykuwa moją uwagę. Mały detal, kawałek kłębka spływa po jej grzbiecie. Przyglądam sie, zbliżając nos. Malują się kształty. Spływający paproch z czubka zakrzywionej czarnej cieczy. Wyostrza się zarys postaci. Mały kształt z przytwierdzonym do stóp kawałkiem drewna serfuje po niespokojnym czarnym oceanie. Obraca głowę w moją stronę. Z odrazą pokazuje mi fucka. 

Błysk odbitego promienia słońca. Kawałek mojej twarzy spogląda na mnie z tafli. Przekrwione oczy. Moczę spierzchnięte usta i opuszczam ociężała rękę. Przyglądam się kubkowi kawy stojącemu na chromowym stoliku przy bocznej ulicy Mitte. Wracam. Znów, jestem. Kurwa. 

Dusząca cisza pęka jak balon przebita narastająco dudniącym głosem.

„… no i wtedy musiałem zrobić unik, czaisz?” Mówi z grzesznym błyskiem w oku.

„Hmm?” Mrugam, szeroko rozwieram powieki, biorąc kolejny łyk. Zapomniałem okularów. Blask słońca mi dokucza. 

„Znowu odleciałeś co? Zawsze jak opowiadam Ci ciekawą historię to znikasz z powierzchni kurwa ziemi” zaśmiał sie przyglądając się mojej napuchniętej twarzy z ukrywanym poczuciem pogardy, lekkim ale niezaprzeczalnym. Zawsze czuję się świetnie spędzając z nim poranki.

Znów wstałem pijany. Preludium pulsu w lewej skroni, nadchodzący kryzys. Rzygać mi się chcę. Jest mi nudno, sory. Który drink był tym zabójczym? Myślami sięgam parę godzin wstecz, próbuje rozdmuchać mgłę. Kurwa, znowu shoty, muszę przestać pić z tymi idiotami. Szczegóły wczorajszej nocy zaczynają powoli zwalać się na moją przemęczoną świadomość. 

Jakiś klub na obrzeżach miasta. Któryś z tych mniej znanych, jak rasowe dupki gardzimy mainstreamem. Ciemność przebijana interwałami rozbłysków. Oglądam sceny niczym zacinający się serial. Ciemność. Pół sekundy obrazu. Znów ciemność. Światło, jej twarz ukradkiem zwrócona do mojej, ciemność. Moje ciało pulsuje w rytm wprawianego w wibracje powietrza. Nie sposób stwierdzić, którą godzinę już tu jesteśmy. Kluby genialnie zaginają czasoprzestrzeń nie pozwalając na zbawienną referencję nieboskłonu. Spoglądam w dół, ujęła moją rękę, ciągnie mnie za sobą. Moje nogi bezwiednie podążają za jej inicjatywą. Obraca się przez ramię, spogląda na mnie z uśmiechem i mocniej szarpie za moją dłoń. Poddaję się jej planom. Atlantis LTJ Bukem rozbrzmiewa w tle. Czuje jak rosnąca błogość narkotyku zmieszanego z kojącym rytmem muzy przechodzi przez moje ciało. Jutro znów będę przeklinał jej imię, ale dzisiaj noc należy do nas.